Dotknięcie detalu

Dotknąć, poczuć budynek.. Ale jak? Tak po prostu podejść i przyłożyć rękę albo oprzeć się, przysiąść na stopniach? Tak fizycznie zetknąć się z nim? Czy może chodzi o zrozumienie? Mówi się o „dotknięciu problemu”, czyli zauważeniu, dostrzeżeniu jakiejś sprawy. Myślę, że jedna i druga interpretacja dotyku/dotknięcia będzie tu na miejscu.

Detale decydują o tym jak odbiera się większą formę. Są bliżej, lepiej widoczne, łatwiej je obejrzeć, dotknąć czy powąchać. Myślę, że dobra architektura to ta, która nie pomija detalu, a wręcz go uwypukla. Tak, by odbiorca mógł wejść dzięki niemu w bliższą relację z architekturą, by mógł ją poczuć.

Zupełnie nie rozumiem budynków pozbawionych detali w imię „czystości formy” czy słynnego hasła „less is more” Mies’a van der Rohe. I jakkolwiek piękne są to idee w swoich założeniach, to jednak często stają się znajdowanym na prędce usprawiedliwieniem braku uwagi poświęconej detalowi. Skupienie jedynie na funkcji, rozmieszczeniu „programu” budynku często tak dominuje projekt, że wnętrze traktuje się jak drugorzędne(zostawiając je „dekoratorom” mającym w swych przepastnych teczkach wzorniki kolorów i wykładzin), a zewnętrzny detal sprowadza do wypiaskowanego wzoru na szklanej elewacji (z pełną determinacją używam słowa elewacja, a nie fasada). A jednak, mam silne przekonanie, że to właśnie kontakt z detalem, poczucie budynku, również w jego wnętrzu, zatrzymanie wzorku na nim czy dotknięcie są świadectwem jakości architektury.

I znów mam tu na myśli nie tylko samo fizyczne zetknięcie, ale właśnie zrozumienie przestrzeni, które będzie możliwe, jeśli budynek na to pozwoli, jeśli „powie” coś więcej niż to, że został zaprojektowany dla funkcji biurowej. To detalowe myślenie to nie tylko skupienie na fakturze materiału, ale może przede wszystkim na „zzoomowaniu” spojrzenia na budynek aż do jego głębi, struktury, wewnętrznego scenariusza. Dobra architektura wyróżnia się takim podejściem.

( > źródło zdjęcia )

Jeden z architektów modernistów, Adolf Loos, projektując słynny budynek w Pradze – Villa Muller, opracował go w najmniejszym szczególe. I choć jego zewnętrze jest emanacją modernistycznych haseł, to wnętrze – efektem zaawansowanego myślenia o przestrzeni, w której uwidaczniają się relacje i związki. Sam Loos mówił:

My architecture is not conceived in plans, but in spaces (cubes). I do not design floor plans, facades, sections. I design spaces. For me, there is no ground floor, first floor etc… For me, there are only contiguous, continual spaces, rooms, anterooms, terraces etc. Stories merge and spaces relate to each other.

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. ale Mies był niesamowitym detalistą. rozumienie ‚less is more’ jako niedbałości o detal to po prostu antyteza jego twierdzenia. Mies siedzial na budowie i sam dobierał cegly na fasade. a pawilon w Barcelonie to jeden wielki detal, którego oglądanie powoduje ślinotok

    • Nie mogę się zgodzić, że był „niesamowitym detalistą”. To, że doglądał budowy i wybierał cegły o tym nie świadczy. Jego budynki jednak nie należą do tych, w których detal odgrywa wiodącą rolę. Ale nie w tym rzecz. Napisałam, że ta piękna w założeniach idea „less is more” często jest właśnie rodzajem usprawiedliwienia braku uwagi poświęconej detalowi. Co do pawilonu w Barcelonie – ślinotoku nie miałam kiedy tam byłam. Ślinotok mam za to kiedy widzę detale opracowane przez Carlo Scarpa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *