W popołudniowym upale, zmęczona wcześniejszą wędrówką, zeszłam kilkaset metrów w dół drogą, by dotrzeć do domu-zameczku – historyzującej, neorenesansowej budowli. Czyli w rejony architektoniczne, które zwykle omijam szerokim łukiem. W dodatku o jego mieszkańcu nie wiedziałam nic. Może powinnam? W końcu to noblista. Tyle, że niemiecki. I z literatury. Ale ponieważ akurat trafiłam na “darmowe wtorki” postanowiłam wejść i znaleźć w tym “zameczku” coś dla siebie.
Nie oceniaj po pozorach, mylą… – przypomniałam sobie znaną prawdę, kiedy weszłam do środka. Choć sam wygląd wnętrza zupełnie mnie nie zaskoczył.
Wnętrza sal domu wypełniają pamiątki po pisarzu, jego portrety, popiersia, rękopisy, książki, nawet odlew dłoni. Ale to, co mnie poruszyło od razu to fakt, że miał w domu dwa miejsca związane ze swoją twórczością. Jedno nazywał LABORATORUM(łac. laborare = ‘pracować’), a drugie OBSERWATORIUM( (n.łc. observatorium od łc. observator ‘ten, który obserwuje’ od observare ‘baczyć, oglądać’). Pierwsze jest gabinetem, w którym pisał, z biurkiem ustawionym tak, by widzieć kominek i wejście. Drugie to przestronna sala na piętrze, z dużymi oknami pozwalającymi podziwiać otaczający ogród i góry w oddali.
O! – pomyślałam – to jest coś! Wspaniała idea warta przemyślenia. Miejsce do pracy twórczej, pozbawione rozpraszających bodźców z zewnątrz (biurko stojące “tyłem” do okna), pozwalające na maksymalne skupienie i codzienną żmudną pisarską pracę. I miejsce piętro wyżej – do patrzenia, zastanawiania się, rozmyśleń, które nie muszą być zwieńczone “dziełem”, ale nieść inspirację. Ciekawe, że obie czynności dostały dla siebie odpowiednie przestrzenie, specjalnie zaprojektowane. Wertuję w myślach katalog obrazów pracowni artystów, rzemieślników czy architektów i zastanawiam się na ile ta idea jest powszechna.. Nie tylko na poziomie przestrzeni fizycznej, ale też “mentalnej”. Czy te dwie sfery mieszają się czy są jednak rozdzielone? Czy jest czas i miejsce na zastanawianie się, niespieszne patrzenie, poszukiwanie idei, czytanie filozofów, oglądanie pięknych filmów czy słuchanie wzruszającej muzyki? A potem, mierzony osobo, w osobnej przestrzeni, czas na pracę twórczą? Na ile ważne jest dla twórców(mam na myśli głównie architektów) tego rodzaju rozdzielenie? A może nie potrzebują go w ogóle?