4 komentarze

  1. Ciężko mi się wypowiedzieć na temat High Line, bo tam nie byłem. Trochę jednak się zdziwiłem czytając Twój post, że nie jesteś z tego projektu zadowolona. Może masz racje, że projekt stał się zbyt szybkim sukcesem, ale z drugiej strony chyba na tym polega rewitalizacja, że poprawia się „kawałek” dzielnicy i reszta poprawia się razem z nią. Efekt „wow” zawsze z czasem mija, a zrewitalizowana dzielnica już zostaje zrewitalizowana.

    • Dziękuję za komentarz. Właściwie nie tyle nie jestem zadowolona, co po prostu trochę rozczarowana. I o tym głównie pisałam. High Line samo w sobie jest świetną przestrzenią w mieście. Może za mało o tym napisałam… Ale to, co dzieje się przy okazji już nie jest takie jak sobie wyobrażałam. O rewitalizacji i kwestiach z nią związanych, o ryzyku gentryfikacji, pewnie można by długo. Chyba to hasło (gentryfikacja) gdzieś miałam w tyle głowy pisząc o High Line.
      To trochę jak ze starym, podniszczonym stołem, noszącym ślady wielu spotkań. Postanawiamy go naprawić, ale z jakichś powodów robimy to totalnie. Jest jak nowy. Nie widać żadnych rys, uszkodzeń, wszystko zostało wyszlifowane i zalakierowane na nowo. I okazuje się, że już nic do niego nie pasuje, że trzeba kupić nową zastawę, nowe krzesła. I to robimy. I w sumie fantastycznie. Ale to już nie „TO”. Przynajmniej dla mnie.. A o innym podejściu do naprawiania pisałam tutaj: http://www.lekturyarchitektury.pl/architektura/zlote-spekania/ 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *