Rzym, Rzym, Rzym…

Jest w tym mieście coś, co przyciąga. Pisałam już o nim raz, potem drugi. Zatem to jest trzeci wpis, w którym nazwa tego pięknego miasta znów się pojawi. Nie bez przyczyny, bo właśnie odbyłam „rzymskie wakacje”, trzydniowe, we włoskim niespiesznym rytmie spraw, wypełnione dobrą kuchnią i pięknymi obrazami. Niezwykłe jest to, że ta włoska „niespieszność” pozostaje w sferze myślenia o sprawach i codzienności. Jednak zewnętrzność jest ruchliwa, pełna wigoru, gestów, głośna.. Więc tym razem wyczuliłam swój zmysł słuchu, wsłuchiwałam się w dźwięki tego miasta. Zbierałam je używając niewielkiej aplikacji w telefonie.

12:00 Piazza di S.Maria in Trastevere

Portret miasta, a właściwie jednego rejonu – Zatybrza(Trastevere), dzięki tej metodzie, zapada mi znów na dłużej w pamięci. Zupełnie jak „fenomenologiczne” spacery, w których skupiałam uwagę tylko na miejskich podłogach. Cały czas mam w głowie odgłosy kawiarnianego gwaru, który, im bliżej wieczoru, narastał, by stać się mieszaniną rozmów, śpiewu, turkotu silników skuterów, na których Włosi przeciskają się pomiędzy tłumem, samochodami, stołami z pamiątkami, by dotrzeć do ulubionego baru i sączyć drinki.

23:00 Piazza di S.Maria in Trastevere

Tym razem nie wzięłam ze sobą mapy. Zapomniałam. Pozwoliłam sobie zgubić się, kluczyć ulicami, dać się zaskoczyć widokom. Zbierałam dźwięki i detale.

Piękna „skrzynka” na listy – kamienna tabliczka z otworem wrzutowym i napisem LETTERE, pomogła mi utwierdzić się w przekonaniu o niezwykłej wartości detalu, rzemieślniczej pracy i ciągłości tradycji. Ale też w tym, że mur nie musi być cienką ścianą, ale rodzajem warstwy, przestrzenią wręcz, o dwóch wyraźnie różnych „twarzach” – jednej zwróconej ku ulicy, respektującej zasady rządzące „publicznym”, ubranej w gzymsy, pilastry, sztukaterie, kolory ustalone wieki temu; oraz tej drugiej, zwróconej w stronę prywatnego podwórza.

Mury w Rzymie są naprawdę grube. Dają wiele możliwości. Dzięki tej naprawdę pokaźnej grubości, Włosi mogą decydować o intensywności światła, ale też specyficznej „wymiany informacji” pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem. Za warstwami ciężkich zasłon, białych firanek montowanych bezpośrednio na ramach okien, przejrzystych szyb, znajdują się głębokie parapety, na których stoją zioła, fikusy i kaktusy, stanowiące dodatkową warstwę „ochronną” przed wścibskimi spojrzeniami. Okiennice albo żaluzje mogą definitywnie odciąć dostęp wszystkich bodźców albo pozostawić jedynie przesmyk dla powietrza. Znów mam ochotę napisać: Ach, potęga muru!