Jestem zauroczona Gdańskiem, odkrywam go powoli i stopniowo, przyjeżdżając tu co miesiąc na parę dni. Jest wspaniałym, pięknym miastem, którego skalę jestem w stanie ogarnąć. Dużo spaceruję, często bez wyznaczonego celu, tak jak lubię. Mam tu poczucie, że dzieje się jakaś zmiana. Nie bez powodu może mówi się o wietrze, który ją przynosi, a wiatr i Gdańsk to oczywiste połączenie.

W Gdańsku od niedawna można wejść do prawdziwej szkatułki – budynku Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Autorem projektu jest Renato Rizzi. Budynek ma wielu krytyków i wielu adoratorów. A zatem – kontrowersja (uśmiecham się…). Jedno jest pewne: ten budynek jest bardzo przemyślany i bardzo logiczny. Dla mnie – niezmiernie interesujący i piękny. Niektórzy mówią, że jest mroczny, że jak grobowiec. Tak, jest mroczny, ale teatr to mrok, przygaszone światła, elegancki strój w ciemnych kolorach.. rozumiem zatem jego kolor. Teatr rozbłyska wewnątrz, światłami na scenie i jasnością drewnianych galerii widowni, które wyglądają niczym półki na skarby czy biżuterię. Szkatułka może się otwierać – dach skonstruowany jest w ten sposób, by móc otwierać się i wpuszczać do wewnątrz mrok wieczornego nieba albo bliki gwiazd. To musi być piękne!

Zimą budynek teatru wygląda jeszcze bardziej surowo. Ale wchodzę na jego dziedziniec i, choć już dobrze znam ten budynek, pozwalam się zgubić w przesmykach i przejściach. To nie jest „miły” ani „ładny” budynek. Jest trudny, wymagający i jednocześnie pociągający. Ma w sobie coś czego poszukuję we współczesnej architekturze – logikę i uważność na miejsce, w którym powstał.