Szczecin Goleniów, 8:30. Niskie chmury, wiatr. Wsiadam do busa, który dowozi mnie do centrum Szczecina, tuż obok nowego budynku Filharmonii Szczecińskiej. Jest zimno, a naklejka na drzwiach do budynku mówi mi, że mogę do niego wejść dopiero o 13:00. Zapadam więc się w wygodny fotel w kawiarni Orsola nieopodal i zamawiam dużą kawę i kanapkę, jest 9:30. Muszę się rozgrzać zanim pójdę na spacer po Szczecinie, w którym jestem pierwszy raz. Z okna kawiarni widzę nowy budynek Filharmonii, zaprojektowany przez Estudio Barozzi Veiga. Jestem podekscytowana, że mam okazję obejrzeć ten budynek. Na razie jednak muszę czekać. Piję więc kawę i odpisuję na maile.

12:00 Szczecin jest bardzo interesującym miastem. Trochę przypomina mi „moją” Łódź. Może to przez te kamienice…?

Równo o 13:00 otwieram drzwi Filharmonii. Wcześniej zdążyłam zrobić kilka zdjęć budynku i pochodzić po placu znajdującym się obok – niezwykłe doświadczenie, bo plac jest „wybrzuszony”(skrywa pod sobą Centrum Dialogu Przełomy..) a będąc na szczycie tego wyniesienia można zobaczyć więcej miasta. Jest tak zimno, że nikt się nie zatrzymywał. Pojedyncze osoby przemykały przez plac, chroniąc głowy pod parasolami. Zimowy deszcz postanawiam przeczekać wewnątrz, sprawdzając czy trzy okna znajdujące się w fasadach budynku wynikają z funkcji czy są czymś więcej*…

Ten budynek to szkatułka. Sala koncertowa wykładana była osiem miesięcy złotymi papierkami stosowanymi przez konserwatorów zabytków i robi na mnie ogromne wrażenie. Jest piękna! Czuję się w niej jakbym weszła do wnętrza bursztynu. Ciepła, miękka, elegancka. Nie rozprasza swoją formą. Jest coś kojącego w niej.. Jednak największe wrażenie robi na mnie sama forma budynku i jego wnętrza. Biel, która wypełnia foyer nadaje mu świetlistości i lekkości. A miękka forma zawijających się schodów tylko zachęca by pójść wyżej i spojrzeć w dół. Mała sala koncertowa znajduje się w prostopadłościanie podwieszonym nad kawiarnią. Wszystko jest lekkie, jakby zupełnie nie podlegało grawitacji. Uwielbiam takie wnętrza! Oszczędne w formie, ale niepozbawione detalu (warto spojrzeć pod nogi, posadzka jest znakomita!).

Spędziłam w budynku prawie półtorej godziny. Mogłabym dłużej. Jedyne czego mi w nim brakuje to księgarni muzycznej, w której można by kupić płyty, plakaty, nuty, książki o muzyce.

*Okna są kadrami, lunetami nacelowanymi na konkretne miejsca. Warto to sprawdzić od środka. Piękny gest architektów w stronę tego co dookoła..

Szczególnie dziękuję pani Kamili Matczak – rzecznik prasowej Filharmonii Szczecińskiej za pokazanie zakamarków budynku i piękną o nim opowieść.