Bez obrazu

Nie wiem w jakich okolicznościach trafiłam na The slow science manifesto. Ale kiedy go przeczytałam, pomyślałam, że nie jestem sama. Zrobiłam z nim to, co często robię z tekstami dotyczącymi innych niż architektura dziedzin. W miejsce słowa nauka, wstawiłam architekturę, przeczytałam na nowo i… potraktowałam jak własny manifest. Tak, architektura jako nauka i jako szuka potrzebuje czasu, potrzebuje namysłu, przestrzeni na czytanie i miejsca na porażkę. Myślę, że w ten sposób jej wytwory mogą być czymś więcej niż rozwiązaniem problemu przestrzennego.

Dlatego taka tu cisza od pewnego czasu. Cisza związana z postem. Postem od mediów, wirtualnych społeczności, obrazów bez których opowieść ponoć traci na wartości. Ten wpis ma tylko jedno zdjęcie. Pewnie mógłby istnieć samodzielnie, ale tak bardzo mnie urzekło i tak bardzo dobrze ilustruje to, o czym piszę.

Wnętrza starych bibliotek i kościołów wypełnione są ciszą i emocjami. Są jak przytulne kieszenie publicznych przestrzeni – ulic i placów, w których można bez skrępowania po prostu posiedzieć, wejść na trochę do własnej „celi”. To ciekawe, że jedne i drugie stawiają wysokie wymagania, nie są łatwe. Trzeba zwolnić kroku, wyciszyć głos, by móc w nich być. Trzeba na chwilę być naprawdę slow. Ale czy to nie piękne?

Uwielbiam siedzieć w pustych kościołach. Cisza jest pozorna. Wydobywa bowiem dźwięki, na które nie zwraca się uwagi. Przez otwierane drzwi wpadają odgłosy ulicy, Jedna, dwie, trzy sekundy miejskiego szumu i huk uderzenia ciężkich wrót. Znów cisza. A w niej szept spowiednika albo szelest cienkich kartek brewiarza. Czasem śpiew lub dźwięk dzwonów o pełnej godzinie.

Ciekawe, że żeby coś dostrzec, zauważyć (jak bardzo język jest wzrokocentryczny…!), potrzeba czasem dużego ograniczenia, braku. W braku jednych dźwięków, pojawiają się inne, te delikatniejsze, subtelniejsze. W braku światła można dostrzec gwiazdozbiory, nawet te bardzo odległe, o słabym świetle. Przestrzeń miasta może iść tym tropem i dawać miejsce do zaistnienia subtelnościom, małym gestom, detalom. Obrazy miasta mogą być tworzone niewielkimi kadrami, powstawać w lunetach ulic, prowadzić sekwencją miejskich zdarzeń od jednej tajemnicy do drugiej. Potrzeba miejsca, przestrzeni pustki.

← Previous post

Next post →

1 Comment

  1. piękny wpis. zauroczył mnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *