Najbardziej upalny dzień lata, prawie 40 stopni w cieniu. W hucie szkła jeszcze cieplej, choć tam przynajmniej cień i dużo wody, więc upał nie jest tak nieznośny. Zwiedzam. Jak należy, z biletem, w grupie, z przewodnikiem. Patrzę jak powstają kryształowe kieliszki, wazony i kolorowe ptaszki do postawienia na półce. Najpierw w formie gorących baniek dmuchanych przez doświadczonych…rzemieślników? Artystów? Przewodnik mówi o nich „artyści rzemieślnicy”. Piękne to określenie. Zawsze zastanawiałam się czy architekt jest artystą czy rzemieślnikiem? Zadaję to pytanie wielu architektom, ale trudno o jakąś spójną wizję. Może więc można połączyć artystę i rzemieślnika w przypadku architektów również?

…Potem szkło chłodzi się w specjalnych bukowych, mokrych formach. Zanim trafi w precyzyjne dłonie pań, które szlifują w nim wzory, przechodzi kilka etapów i oglądane jest przez kilka osób. W cały proces zaangażowanych jest kilkanaście, a może nawet dwadzieścia osób. Dwadzieścia par rąk dotyka każde naczynie zanim trafi do przyfabrycznego sklepiku czy bezpośrednio do zamawiającego. Na każdym etapie produkcji stoi beczka z napisem „stłuczki”, do której trafiają przypadkowo lub zupełnie celowo zbite „egzemplarze”.

Z architekturą niby jest podobnie. Zanim stanie się tym, czym ma być, na etapie projektowania i tworzenia dotknie ją wiele rąk i obejrzy wiele oczu. A jednak często zdarza się, że już za późno na „stłuczkę”. Siłą i jednocześnie przekleństwem architektury jest jej trwałość. Kryształowe kieliszki można potłuc, trafią z powrotem do pieca i staną się znów gorącą magmą. Nic się nie marnuje.

Patrzę na stare rysunki projektowe wiszące na ścianach huty. Przewodnik pokazuje, że niektóre elementy linii produkcyjnej nie zmieniły się od lat, ponieważ to sprawdzone, dobre rozwiązania. Wciąż tak samo, przy użyciu wiekowego ręcznego, obrotowego „imadełka” nanosi się linie przebiegu szlifów. Jedyna zmiana to marker zamiast pędzelka. W hucie nie ma komputerów. Są zręczne dłonie i uważne oczy. Może dzięki temu kryształowe szklanki mają w sobie wciąż coś tak wyjątkowego?

Przewodnik mówi, że huta realizuje zamówienia z całego świata, ale w Polsce ma niewielu odbiorców. Bo kryształ jest drogi i niemodny. Przyglądam się tym wypracowanym, wyjątkowym i wspaniałym obiektom. I przypomina mi się zdanie jakie napisałam w komentarzu do wykładu Jacka Dominiczaka o jego projekcie dla miasta Fremantle:

Lubię stawiać na stole zastawę, którą otrzymałam w spadku po babci. Właściwie każdy gość ją zauważa. Nikt nie komentuje talerzy z IKEA, chyba, że mówiąc „Mam takie same…” Potrzebę ciągłości wypełniam małymi gestami w kierunku przeszłości, wplatając fragmenty tego, co było w to, co jest.

Narastanie, ciągłość, obecność różnorodności, nowego i starego. W mieście to kluczowe dla powstawania dobrych przestrzeni. Jestem o tym przekonana. Bliskość pomiędzy tym, co nowe, a tym, co stare, obecne od lat, może być tylko ubogacająca. Dla obu stron. Ot taka dygresja na koniec…