Gest radykalny

Kiedy byłam w Nowym Jorku, mieszkałam w bardzo starym brooklyńskim domu, którego właścicielami od ponad dwudziestu lat było małżeństwo przybyłe z Kalifornii. Wcześniej w tym domu musiało mieszkać wiele pokoleń, które wypełniały go swoimi rzeczami, zwyczajami, rozmowami. Dom chłonął ich historie, poddawał się zmianom i trwał w swojej nie – ruchomości. Pomyślałam wtedy, pamiętam, że to naprawdę piękne, że te używane domy tak wspaniale wyglądają, tak dobrze się trzymają mimo swoich lat, że musiały trafić na dobrych ludzi, których przyjęły pod swój dach. Kolejni mieszkańcy, być może wcale ze sobą niespokrewnieni, z troską opiekowali się domami, dbając, by dwustuletnie deski i belki nie traciły godności.

Jest coś niezwykle ważnego w akcie naprawy. To rezygnacja z wyrzucenia, pozbycia się, zastąpienia innym, nowym. To rodzaj odpowiedzialności, do której jesteśmy, często bardzo skutecznie, zniechęcani. Zuzanna Skalska* mówi, że „wmówiono nam, że musimy kupować wciąż to, co najnowsze – telefon, telewizor, pralkę itd. Po wersji 1.0 mieć 2.0, 3.0, a stare wyrzucać.” Myślę, że architekturę też to dotyka. Co mają wspólnego ubranie czy sprzęt AGD z architekturą? Jak się okazuje, bardzo wiele. Może nie one same, ale sposób, w jaki je traktujemy. Stare budynki, pod pretekstem ich złej kondycji, wyburza się, by dać miejsce nowemu, innemu. W ambitnych marzeniach pojawia się raczej dom nowy niż używany. A miasto ma rosnąć w górę i wszerz zajmując coraz to nowe obszary, na których powstawać mają budynki w wersji 3.0.

A przecież rzeczy (więc również i domy) stare, używane, nawet zniszczone, niosą w sobie tyle przekazów, tyle historii… Nawarstwienia, blizny, zszycia, wypełnienia uszkodzeń, łaty, etc. dotyczyć mogą również architektury miasta. Jest być może wtedy trudna i wymagająca, potrzebuje więcej czasu i uwagi, ale jej wartość leży daleko poza ceną działki, w emocjach jakie wywołuje.

Repair is a radical act” to hasło, jakim od paru lat posługuje się odzieżowa firma Patagonia, która na swojej stronie internetowej publikuje instrukcje drobnych, krawieckich napraw. Przypomniałam sobie o nich dzięki rozmowie w Wysokich Obcasach*. To zdanie o radykalności aktu naprawiania jest mi dziś wyjątkowo potrzebne. Pojawiło się w momencie, w którym moje myśli krążą wokół podobnych tematów. Jestem przekonana, że to radykalne podejście, zawierające w sobie ogromną troskę i wrażliwość, może być drogą dla architektury i dla miasta samego w sobie. Może rzecz w tym, by już przestać burzyć i budować, a zająć się reperowaniem tego, co jest i nadawać temu nowe sensy i znaczenia. Może zamieszkiwanie w używanym domu, w którego naprawę co jakiś czas trzeba włożyć siły, czas i skupienie jest drogą, która pozwala odkryć coś więcej niż wygodę…

*Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie rozmowa z Zuzanną Skalską w Wysokich Obcasach Extra.

 

← Previous post

Next post →

4 Comments

  1. Za każdym budynkiem stoi niesamowita historia, ludzie, ich pragnienia, potrzeby i marzenia. My bardzo kochamy stare budynki i byłoby pięknie gdyby w miastach przykładało się więcej wagi do dbania i pielęgnowania tych architektonicznych historii.

  2. Uważam, że stare kamienice mają swój niepowtarzalny klimat. Czasami zdewastowane, czasami zaniedbane, lecz dalej piękne. Często przechodząc przez krakowski Kazimierz nie mogę oderwać oczu od perełek zapomnianej architektury.

  3. Bardzo ładnie napisany tekst. Wyobraź sobie, że sam, nie dalej jak wczoraj czytałem ten wywiad, ale naszły mnie zupełnie inne myśli, bardziej te pesymistyczne, związane z prognozami niedalekiej przyszłości. No, ale nic, to tylko pokazuje jak różnie możemy odbierać te same twory. 😉

    Osobiście gorąco wierzę w ideę ratowania starych budynków, odnawiania ich. Chodząc po swoim Poznaniu widzę jak kamienice systematycznie odzyskują dawny blask odwdzięczając się niesamowitym klimatem na Starym Mieście. Widzę na wsiach stare domy, które jacyś wariaci ( 😉 ) odnawiają i ratują od rozbiórki i mam taką wewnętrzną potrzebę przytulenia tych ludzi, powiedzenia im „kurwa, jak dobrze, że jesteście, że rozumiecie, że warto”.

    Przebywając w jednej z will na Poznańskiej Wildzie lub w kamienicach na Stary Mieście czuję energię jaka bije z tych budynków. Nie zawsze jest pozytywna, czasem bywa bardzo gorzka, ale to jednak jest jakaś energia, jakaś dusza, której brakuje mi w nowych budynkach. Staram się jej szukać we współczesnym budownictwie, ale nie wiem, jakoś nie umiem – może trzeba poczekać? Może za 20/30 lat te budynki też zaczną mieć duszę, zaczną być tak samo cenne jak te, które dziś chcemy chronić?

    • Ta rozmowa była rzeczywiście miejscami bardzo pesymistyczna. Ale jednocześnie pojawiły się w niej promyki nadziei na zmianę. Zwykle staram się takie odnajdywać.
      Jest jakiś rodzaj dobrej energii w starych budynkach. Może rzeczywiście potrzeba czasu, by te nowe „dojrzały”… Choć osobiście myślę, że tajemnica tkwi dużo głębiej i jest też związana z jakością architektury. Blokowiska mają już po pół wieku i za nie potrafię odnaleźć w nich duszy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *