Kiedy zaczynałam, nie zastanawiałam się, czy wystarczy mi sił i zapału. Chciałam po prostu pisać. Wiedziałam, że nie trafię do wszystkich i nie wszystkich pisaniem zdobędę, bo dla jednych to koślawe, dla innych mało interesujące. Czas pokazał, że regularne pisanie mi nie wychodzi, a wena nie zawsze jest, że czasem potrzeba zatrzymania i ciszy. Traktowałam więc ten blog jak wprawkę i pisałam dla siebie, dając do tego pisania dostęp innym…

Piszę dla siebie, po prostu, ot tak, kiedy jest na to czas i przestrzeń. Spokojnie i powoli. Z namysłem i precyzją, której wciąż się uczę kasując, wklejając, kopiując, przestawiając szyk i sprawdzając co rusz czy piszę dokładnie to, co chcę przekazać. Nie szukam tematów, to raczej ja daję się im odnaleźć, poddając się chwilowym podszeptom, by wejść w zaułek albo zerknąć w przeciwną stronę. Czasem czuję swoisty dreszcz, zjeżoną skórę pod wpływem myśli, która pojawia się i domaga się zapisania choćby schematycznie, na szybko. Często rodzi się w doświadczaniu jakiejś przestrzeni: odczuwaniu jej wszystkimi zmysłami. Notowanie oraz opisywanie tych doświadczeń stało się dla mnie niezmiernie ważne i pomocne, by zrozumieć i zapamiętać, budować ekscytujące interpretacje, delektować się architekturą taką, jaką jest.

Alvar Aalto mówił, że to, co liczy się w architekturze, to nie to jak wygląda (looks like) teraz, ale właśnie jaka jest (is like) trzydzieści lat później. Jaka jest. Żeby to wiedzieć, niezbędne jest doświadczanie wnętrza, poczucie go, wejście głębiej poza wierzchnią warstwę wyglądu. Być może to właśnie to doświadczanie powinno być kluczem do projektowania dobrej architektury miast: ulic, placów, przestrzeni form i pustek.

Słowa doświadczenie i doświadczanie różnią się raptem jedną literą, niuanse pozwalają je precyzyjnie stosować. Oba mają w sobie coś z eksperymentu, a zatem pewnej gotowości na nieznane i zaskakujące, na zbieranie danych, badanie, podejmowanie prób, ale przede wszystkim obecności. W kontekście przestrzeni i bycia w niej to właśnie doświadczanie wydaje się być kluczowe, jest bowiem rodzajem aktywności, która jest doznawaniem, poddawaniem próbie, przyjmowaniem tego, co się wydarza lub staje. Ale jednak z czasem doświadczanie zmienia się w sumę doświadczeń, w języku polskim gubiąc tę delikatną różnicę, tak czytelną w języku angielskim (experiment, experience). Doświadczanie to jednak nie tylko doznania zmysłowe, ale również rodzaj sytuacji, metafizyczny związek z przestrzenią, obudowany znaczeniami, poetyką, wspomnieniami, zdarzeniami, osobistą relacją…

Traktuję ten blog jak wędrującą książkę, która czeka na swojego czytelnika z krótką adnotacją, że nie ma tu żadnych reguł i, że czyta na własne ryzyko. Może kogoś zainspiruje, może zainicjuje jakieś pytania, a może rozmowę.