„Materiał to nie jest wykończenie”

– napisał Kengo Kuma, japoński architekt.

Lubię przyglądać się tkaninom, ich splotom i wzorom. Lubię oglądać ściegi, obszycia, wykończenia krawieckie. Sama też potrafię szyć. To nie przypadek. Dorastałam przy dwóch maszynach do szycia. Obie moje babcie potrafiły uszyć piękne stroje. Z lamówkami, zaszewkami, kontrafałdami, kolorowymi guzikami obciągniętymi materiałem… Materiałem. Materią: tkaniną. Ważna była jej struktura, sploty, osnowy i wątki, odpowiednie ułożenie wykroju, wzór i kolor. Wszystko to miało wpływ na to jak potem wyglądał strój, jak się go nosiło, czuło ciałem, jak się w nim wyglądało. To ciekawe, że do tej pory pamiętam bardzo dokładnie sukienki uszyte przez babcie, swetry zrobione na drutach i jedyne buty, które zamówiłam sobie u szewca.. Potrafię precyzyjnie opisać ich wygląd, ale też moje wrażenia.

Podobnie zapadają mi w pamięć miejsca, w których materiał odgrywa istotną rolę, został pieczołowicie wybrany. Staje się wtedy łącznikiem między mną, a miejscem, w którym jestem. Materiał żywy, żyjący swoim rytmem daje mi to poczucie i zapada w pamięć na dłużej. Kamienne schody porastane gdzieniegdzie mchem; drewniane, wygładzone, ciepłe siedzisko; uchwyt obszyty przecierającą się skórą; miedziane, okryte patyną, dachówki..

Najnowszy numer „Autoportretu” w całości poświęcony jest meterialności i materiałowi. O architekturze Kengo Kumy pisze w „Autoportrecie” Barbara Stec. Warto zajrzeć do jego pracowni i przekonać się jak bardzo świadomie decyduje o wyborze materiałów, z których powstaną zaprojektowane przez niego budynki, że właściwie od tego wyboru zaczyna. Warto też go posłuchać. Pięknie mówi o zapachu deszczu, pustce, cieniu i o znaczeniu zmysłów, pomijanych do tej pory w myśleniu o architekturze. Zamknij oczy, zanurz się w architekturę. Powąchaj, poczuj, posłuchaj…