[fragment wykładu Miasto przestrzeń dotyku, Gdynia Design Days, 9 lipca 2014]

mozaika park guel

Niedoceniany, najważniejszy zmysł. Najwcześniej rozwinięty. Pierwszy. Podstawowy w odbieraniu rzeczywistości.

Czy to nie dziwne, że zmysł dotyku, tak nieskończenie mniej ceniony przez ludzi od wzroku, staje się w krytycznych momentach naszym głównym, jeżeli nie jedynym, kluczem do rzeczywistości.

[Vladimir Nabokov, Lolita]

 

Tak, zmysł dotyku może być kluczem do rzeczywistości. Dotyk towarzyszy nam przez całe życie. Objęcia mamy, przepychanki rodzeństwa, uściski dłoni, głaskanie w odpowiedzi na ból, przytulenie w smutku czy powierzchowny, mniej lub bardziej odczuwalny dotyk „obcych” w tramwaju – dotyk „międzyludzki”. Ale również czujemy materię, jej ciepło lub jego brak, gdy siadamy na drewnianej ławce, chowamy się przed deszczem w niszy kamiennej fasady kościoła czy zdejmujemy uciskające buty, by boso iść po „kocich łbach” wąskiej uliczki starego miasta.

Zmysłu dotyku nie sposób „wyłączyć”, bo wciąż o coś się ocieramy, na czymś stoimy czy kogoś nawet przypadkiem szturchamy. Jedyny zmysł, który nie odpoczywa.

Dlaczego zatem przyznaliśmy prymat wzrokowi? Mówi się o „kulturze wizualnej”, o ogromnym znaczeniu przekazów wizualnych. Trudno o tekst niezilustrowany zdjęciem. Oczy nieustannie są stymulowane, mimo, że nie są do tego przystosowane, wymagają odpoczynku. Wzrokocentryczne podejście ma generować zachwyt albo szok. Lśniące, gładkie szklane powierzchnie wieżowców, niezwykłe, wymyślne formy budynków zachwycają i szokują, ale czy zachęcają do dotknięcia? Czy chcą być zrozumiane, czy umożliwiają spotkanie? Czy odpowiadają na gesty zastanych budynków?

Jeśli architektura jest sztuką – dotyka. Postrzegana w ten sposób wymyka się poza funkcjonalne i technologiczne kryteria. Już nie jest tylko inżynierią, użytecznym „przedmiotem”. Nabiera cech, które, które odpowiadają za rzeczywiste genius loci, za to, co sprawia, że postrzegamy ją jako kształtującą wnętrze miejskie formę, a nie istniejący dla siebie budynek. Architektura może dotykać na wielu poziomach. Jak inne dziedziny sztuki, nie istnieje bez odbiorcy, bez Drugiego. Dotyka go, zaskakuje, wzrusza. Potrzebuje go, by mogła wybrzmieć treścią, obrazem formą, pięknem.