Nie potrafię żyć bez tekstu. Jest fundamentem wszystkiego, co robię. Dużo piszę, ale nie tak dużo mówię. Piszę i czytam. Czytam i piszę. Pisemna wypowiedź pozwala cofnąć to, co napisane, skreślić, zmienić, poprawić. W przeciwieństwie do improwizowanej, ustnej wypowiedzi, w której to, co powiedziane zostaje powiedziane. A więc pisanie ma niezwykłą moc. Dla piszącego i czytającego to, co napisane.

Pisanie jest dla mnie niezwykłym narzędziem porządkowania wypowiedzi, ustalania priorytetów, ważenia znaczeń. Pisanie w procesie projektowania stało się kluczowym jego etapem, najważniejszym, pozwalającym dojść do kwintesencji idei. Stawiam wtedy sobie pytania i próbuję znaleźć odpowiedź. Właściwie zawsze zaczynam od tekstu. Kreski pojawiają się w momencie kiedy wiem jak i gdzie je postawić. I dlaczego.

Od dłuższego czasu praktykuję codzienne czytanie, na które przeznaczam cząstkę mojego czasu pracy. To zarezerwowany czas, w którym zupełnie celowo wyciszam telefon, organizuję warunki tak, by skupić się tylko na tekście i treści. To, czego nauczyłam się czytając w ten sposób to to, że samo obcowanie z często trudnym tekstem może być bardzo przyjemne, ale jeszcze przyjemniejsze jest jego interpretowanie, stawianie pytań i pracowanie z nim jak z narzędziem, które doprowadza do odpowiedzi. Zawsze bowiem staram się czytać tak, by poza przyjemnymi mentalnymi doznaniami, wyciągnąć z tekstu jego kwintesencję, odpowiedź na pytanie o to, co najistotniejsze w nim. Być może dlatego tak bardzo lubię lapidarne zdania. Te gęsto ukwiecone wtrąceniami, nasycone trudnymi słowami, których znaczeń muszę poszukiwać w słowniku, są jak dżungla, w której się gubię i tę samą ścieżkę zdania muszę pokonywać kilka razy. Wolę przejrzyste, czytelne, skromne niczym haiku. Zawieszam wtedy na chwilę tempo czytania, zastanawiam się, notuję, czasem odkrywam genialność jakiegoś sformułowania. Najważniejsza jednak jest dla mnie możliwość interpretacji i stawiania pytań.

Podobnie odczuwam architekturę. Kiedy jest klarowna, czytelna, co nie oznacza: pozbawiona tajemnic, wydaje mi się dobra. Wtedy mnie zachwyca, kiedy pozwala stawiać pytania i prowadzi do znajdowania odpowiedzi. Jeśli formę przestrzeni mogę czytać jak tekst, niekoniecznie ubogacony skomplikowanymi treściami, ale sam w sobie interesujący, czuję się w niej doskonale. Proste, pozbawione nadmiaru, ale nie detalu, budynki są dla mnie jak piękne teksty, w których każde słowo ma swoje, nieprzypadkowe miejsce…

Ostatni rok to dla mnie czas pisania, tym samym uczenia się precyzyjnej wypowiedzi. Kilka ostatnich miesięcy to czas mnisi, dzień w dzień mierzony interwałami pisania i odpoczynku. Wyszłam z mojej celi na początku lipca, o świcie. Napisałam sobie wtedy:

Koniec… i ciepły świt. Kawa o tej porze? Może posiedzę po prostu..

Odpoczywałam długo. Ale znów wracam do pisania. Przejrzałam znów swoją biblioteczkę. Naszykowałam książki, które czekały na swój czas, by skupić na nich należytą uwagę. Powraca rytm pracy.